|
Spacerem dookoła świata
Dobry
Bóg dawno temu stworzył Świat.
Borem ciemnym w zieloności Skrzącej palety wyśnionym Pruje powietrze Wymyśliwszy na nowo Odrodzenie bliźniaczej nocy Oblecieli go mniejsi bracia Z gorszej rodu nie naczelnych Gałęzi Utopiwszy we krwi Nadzieje ucztowania Żelazo roztrzaskuje ciszę Z lewej by z prawej Zabliźniać te ranę Pomiędzy jednym a drugim skurczem przepony trąca czas aż sklepienie zielone zawrze dłonie w kiczowatej poświacie nad modlitwą świerszcza za plecami kiru
Wieczorem
Zwarty dwuszereg Rozmigotanej zieleni Rozłożył cielsko Wzdłuż szarości Po spektaklu Zamknął błękitny parasol A twarz wystawił Ochoczo Na deszcz gwiazd Spadających
PomyłkaA to nie to Zdradził Ideał pękł na pół Skruszał dumny marmur Przetarł zaspaną powiekę |